wtorek, 9 grudnia 2014

#43 Olive Kitteridge

Tytuł: Olive Kitteridge
Autorka: Elizabeth Strout
Liczba stron: 340
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Nigdy nie przeprasza. Arogancka, silna i bezceremonialna. Taka z pozoru jest Olive Kitteridge, surowa nauczycielka matematyki, oschła żona, despotyczna matka. Z okruchów codziennych wydarzeń można jednak stworzyć portret niejednoznacznej, fascynującej osoby. Poprzez losy Olive i innych mieszkańców niewielkiego miasteczka na Wschodnim Wybrzeżu autorka buduje mikroświat ludzkich lęków i pragnień. Prawda psychologiczna, mistrzowski warsztat i misternie skonstruowana narracja zjednały Elizabeth Strout uznanie zarówno krytyków, jak i czytelników.

Gdy zaczynałam książkę nie mogłam się w nią wciągnąć. Jakoś nie czułam klimatu, ale po połowie książki zauważyłam, że jest to wyjątkowa książka. Czemu?

Przez całą książkę nie widziałam jej celu. Czemu została napisana? Po co? Mimo tego, że nie miała jakiegoś celu to i tak jest ciekawa. Olive, czyli główna bohaterka, jest (jak już przeczytaliście) arogancka, bez uczuć, oschła. Olewa męża, syna w dzieciństwie naciskała żeby robił to co chciała. Nie rozumiałam tej książki. Jednak po kilku rozdziałach, mimo, że większość jest o różnych osobach z tego samego miasteczka, końcówka zawsze jest związana w jakiś sposób z rodziną Kitteridge. I to nadało wyjątkowość tej książce. Gdy czytałam jeden rozdział, całkowicie zapominałam o historii Olive i pragnęłam by cała książka była o tej jednej osobie. I co zabawne, miałam tak przy każdym rozdziale.

Jak zauważyliście, książka zdobyła nagrodę Pulitzer z 2009. Na początku myślałam: "Taka bezsensowna książka dostała taką nagrodę? Pfff...". Jednak pod koniec rozumiałam fenomen książki. Książka przekazuje nam prawdy z życia codziennego, jak jedno wydarzenie może zmienić życie, co się dzieje gdy tracimy kogoś bliskiego. W pewien sposób każdy może się identyfikować z Olive, każdy kiedyś stracił bliskiego, zaznał złości, chęci skończenia pewnych spraw. Olive mimo, że wyróżnia się się charakterem w stosunku do innych mieszkańców miasteczka, to i tak jest normalną osobą.

Naprawdę, nie sądziłam, że tak książka z tak badziewnej zmieni się w taką dobrą. I nawet ten kiepski początek, którego kompletnie nie rozumiałam, uważam teraz za idealny początek do tego typu książki; która nas czegoś nauczy, z której coś wyniesiemy.

Nie jestem do końca pewna co wam napisać o tej książce. Tak naprawdę docenia się ją dopiero po zakończeniu jej, dostrzegamy jej piękno, wyjątkowość każdego słowa. Nie dziwię się teraz, że została wyróżniona taką ważną nagrodą :)

Podsumowując, polecam każdemu, kobiecie, mężczyźnie, dorosłemu czy nastolatkowi. Książka po prostu piękna, doceniana po lekturze, ale nie zniechęcajcie się po jej początku, wytrwajcie z nią i przekonacie się, że było warto :)

Ocena: 10/10

Za możliwość przeczytania tak wyjątkowej książki dziękuję wydawnictwu Nasza Księgarnia :)

środa, 19 listopada 2014

#42 JA, KOBIETA Jak pokochać i zrozumieć swoje ciało.

Tytuł: JA, KOBIETA Jak pokochać i zrozumieć swoje ciało
Autorka: Cameron Diaz i Sandra Bark
Liczba stron: 265
Wydawnictwo: IUVI


Cameron Diaz – uwielbiana, rozchwytywana oraz wielokrotnie nagradzana aktorka i modelka, ikona seksu. Kobieta, która posiadła tajemnicę wiecznej młodości. Zaskoczy Cię, jak wiele Was łączy…

Przez długie lata walczyła z niską samooceną i koszmarną dietą. Problemy ze zdrowiem i urodą oraz fatalnym nastrojem – brzmi znajomo? Cameron udało się odnaleźć drogę do samej siebie i stać się szczęśliwą kobietą. Teraz chce pomóc Tobie.

Dowiedz się, jak jeść smacznie i zdrowo, pokochaj codzienny ruch i uwolnij swój umysł. Skorzystaj z wyjątkowej wiedzy, która pozwoliła Cameron Diaz odzyskać radość, energię i zbudować wewnętrzną harmonię.

Cameron Diaz bardzo lubię, piękna kobieta, dobra aktorka i gra w świetnych filmach. Stwierdziłam więc, że chętnie przeczytam jej książkę. Liczyłam, że znajdę tutaj odpowiedzi na to co jeść, co ćwiczyć i ogólnie jak żyć zdrowo. A co dostałam?

Książka jest napisana w języku naukowym. Ja rozumiem, że przy jedzeniu trzeba opisać te wszystkie węglowodany, białka, tłuszcze itp., ale sądzę, że można to zrobić w o wiele prostszy sposób. Jak to czytałam to miałam ochotę rzucić tą książką w kąt i nigdy na nią nie patrzeć. Wracam ze szkoły, zmęczona i liczę na ciekawą lekturę, z którą się zrelaksuje. A mój mózg zamiast sobie odpoczywać to musi pracować na najwyższych obrotach żeby to wszystko zrozumieć.

Książka jest podzielona na 3 działy: odżywianie, kondycja, umysł. Dobry pomysł żeby to podzielić, ponieważ jakby to nie było takie podzielone to byłby istny chaos, Plus dla książki.

Sposób w jaki Cameron o tym wszystkim mówi jest, jakby to lekko ująć, irytujący. "Ja jem tylko to, tego nie jem, to robię, ale tego nie robię". To by było jeszcze ok. Ale jak ona mi po milion razy mówi, że je ten produkt, bo jest zdrowy to nie wytrzymuję. Albo jak pisze, że nie je w ogóle słodyczy, bo to zło. Bez urazy, ale już to widzę jak nic słodkiego, nawet cukierka nie je. Po za tym, Cameron też kiedyś nie należała do najchudszych, jadła słodycze i fast foody, więc powinna rozumieć, że ludzie, którzy dopiero zaczynają chudnąć itp. nie lubią takiej gadki.

Cieszę się, że Cameron zaznaczyła na okładce książki, że napisała to z panią doktor, Sandrą Bark. Po tych wszystkich naukowych tekstach z tej książki to zdaje mi się, że Cameron tylko pozowała do zdjęć umieszczonych w tej książce, a pani doktor wszystko napisała. 

Podsumowując, książka mi się nie podobała. Ciężki język sprawia, że mamy ochotę odłożyć książkę. Tekst jest napisany rozwlekle i nieciekawie. Jedyne co mi się podobało w tej książce to chyba tylko zdjęcia. Jeśli, więc poszukujecie książki, która opowie wam o tym co jeść, jak ćwiczyć itp.  w ciekawy sposób to na pewno nie bierzcie tej książki. W księgarniach na 100% znajdziecie coś ciekawszego.

Za możliwość zapoznania się z tą książką dziękuję wydawnictwu IUVI.

niedziela, 16 listopada 2014

#41 English Matters Wydanie Specjalne dla kobiet

Kolejna odsłona magazynu English Matters. Tym razem jest to wydanie specjalne dla kobiet. Jest także odpowiednik dla mężczyzn. Przedstawiać chyba długo nie muszę, magazyn poświęcony nauce języka angielskiego. Wszystkie artykuły po angielsku, a co trudniejsze słowa przetłumaczone pod tekstem. 

Gdy tylko otworzymy magazyn, naszym oczom ukazuje się artykuł o zakupach w internecie. Mamy tutaj rozpisane rzeczy, które są najchętniej kupowane przez internautów.
Kolejny artykuł mnie bardzo zaciekawił. Mamy tutaj opisany botoks- plusy takich zabiegów, minusy i jakie są z nim związane zagrożenia.Jest to pisane w formie wywiadu, ale nie widziałam żeby bylo napisane z kim jest wywiad-z doktorem, czy z kim.
Następna kartka też przyciągnęła moją uwagę. "Naturalne piękno w lodówce". W artykule jest kilka przepisów na włosy, twarz przy użyciu produktów z naszej lodówki. Było to przykładowo avocado lub ogórek. Ciekawy artykuł i sądzę, że jak będę miała kiedyś czas to skorzystam z jakiegoś przepisu.
Jako artykuł związany z muzyką, wzięto tym razem pod lupę Seal'a i jego piosenkę :Kiss from a Rose". Piosenka stara, bardzo znana i piękna.
Spodobał mi się także artykuł o oczekiwaniach mężczyzn co do kobiet. Która z kobiet by nie chciała wiedzieć czego mężczyzna od niej oczekuje? Wzięto głosy różnych mężczyzn z różnych krajów. Polacy, Chińczycy, Włosi, Amerykanie. Każdy ma swój własny typ kobiety.
Zawiodła mnie pewna część artykułu o Mirandzie Kerr. Cały tekst jest ciekawie napisany, wszystko co ważne w nim jest. Ale zdjęcie? Rozmazane i jakby się uprzeć to by nawet piksele policzył. Sądzę, że można było wybrać zdjęcie o wiele lepszej jakości niż to.
W dziale podróży wybraliśmy się do Nottingham, czyli hrabstwa Robin Hooda. Wypisane są ciekawe miejsca do zwiedzenia oraz gdzie zakochane pary mogą się wybrać na romantyczne wycieczki. Ze zdjęć mogę powiedzieć, że wydaje się być to bardzo klimatyczne miejsce, chętnie bym się tam wybrała.
Ostatni artykuł i chyba mój ulubiony, zwłaszcza gdy teraz zbliża się zima i święta. O czym mówię? O piżamach! Mamy tutaj opisane materiały, z których mogą być zrobione te ciepłe wdzianka i jakie mają plusy i minusy. U mnie piżamowym faworytem jest teraz moja nowiutka, polarowa piżama, chociaż te z flaneli też uwielbiam. Idealne na zimowe wieczory i noce z książkami i serialami :)

Za możliwość przeczytania o kobiecych sprawach dziękuję wydawnictwu Colorful Media :)

poniedziałek, 10 listopada 2014

#Spóźnione podsumowanie

Witajcie!
Nastał nowy miesiąc, listopad i jest już... ta, od 10 dni. Dopiero teraz robię podsumowanie, a właściwie jakąkolwiek notatkę, ponieważ wcześniej nie mogłam się w sobie zebrać żeby coś napisać. Nawet w ten długi weekend. Ale teraz mam tyle recenzji do nadrobienia, że obiecuję, że będę częściej pisać.
Wracając do listopada, sezon na święta powoli się zaczyna, w sklepach zaczynają się pojawiać lampki, bombki, a nawet choinki. Magia. Uwielbiam listopad i grudzień. Szczerze to ja chyba uwielbiam każdy miesiąc. Listopad już mam cały zawalony sprawdzianami, ale i tak myślę o tym wszystkim pozytywnie. Dużo ciekawych książek dostałam do przeczytania ostatnio, w piątek idę do kina na Miasto 44, w następnym tygodniu Kosogłos, może nawet maraton (Zuzia zwracam się tu do Ciebie ;)). 
Uwielbiam zimę. Te wszystkie grube ubrania, swetry, czekolady, herbaty, kawy, koce. To mój żywioł. A zwłaszcza gdy mogę się zawinąć pod tym kocem z książką. Właśnie, książki. Przedstawiam wam podsumowanie miesiąca pod względem książkowym:

1. Zostań jeśli kochasz
2. Wspomnienia w kolorze sepii
3. Magazyn English Matters #49

Najlepiej nie jest. Mogę nawet powiedzieć, że jest koszmarnie. Ale spokojnie, moi kochani. Moja wena się odnowiła w te chłodne, jeszcze jesienne dni, więc wyczekujcie nowych recenzji (może nawet jutro, ale nie obiecuję. Za to ogólnie w tym tygodniu coś będzie na 100%).

Życzę wam żeby ten miesiąc był dla was owocny w czytaniu, w dobrych ocenach i ogólnie żebyście podeszli bardzo pozytywnie do tej depresyjnej, ale pięknej, pory roku. Kakałko, kocyk, książka i wszystko jest piękne, pamiętajcie :)





wtorek, 28 października 2014

#40 English Matters #49

Jak tylko zobaczyłam na Facebooku Colorful Media, że najnowszy numer będzie z artykułem o Sherlocku i Benedict'cie po prostu oszalałam. Od razu pobiegłam pochwalić się rodzicom (w jakim celu nie wiem), ale powiedzieli, że akurat trafili w moje gusta. Dokładnie. Jestem wielka fanką Sherlocka, książek, serialu jak i samych aktorów tam występujących. Więc tylko czekałam aż ten numer pojawi się w mojej skrzynce i będę mogła się za niego od razu zabrać. A jakie wrażenie na mnie wywarł ten numer EM? Przeanalizujmy to.

Zaczynamy czasopismo od horoskopu. Przeczytałam tylko swój, ponieważ nie lubię tego typu rzeczy. Następne strony zajmują dwa najlepsze artykuły: o Sherlocku i o Benedict'cie. W artykule o Cumberbatchu mamy opisaną jego rodzinę, początki kariery, jego sytuacje aktorską teraz oraz jego ukochanych fanów. Nawet przytoczono parę cytatów na temat Benedicta. Artykuł bardzo ciekawy.
W części o Sherlocku mamy opisaną wyjątkowość tego serialu, postacie oraz aktorów grających w ten serii. Byłam oczarowana tekstem. Jak autorka wychwalała aktorów, wątki, drobne detale. Idealnie przeanalizowała wszystko, niczym Sherlock :D

Następnie bym ciekawy wywiad z autorem książki o USA. Mamy to opisane różnice pomiędzy Polską a Stanami i ogólne opowiadanie o książce. Sama chętnie bym ją przeczytała :) Jeśli was interesuję o jakiej książce mówię, oto tytuł: "Wałkowanie Ameryki" Marek Wałkuski.

Kolejny artykuł jest na temat vlogów. Po nagłówku od razu się "napaliłam". Liczyłam na teksty o wielkich vlogerach, jak  PewDiePie oraz wszyscy brytyjscy Youtuberzy (Zoella,Troy Sivian,Tyler Oakley itp). A co zastałam? Steve Ford, Rachel's English, Anglo-Link. Kim oni są? Chyba chodziło tutaj o vlogerów, którzy nauczą nas angielskiego, ale sądzę, że bez sensu oglądać takich co uczą tylko języka i nic więcej. Lepiej oglądać, według mnie, kogoś ciekawego np. PewDiePie (przepraszam, ale ostatnio dużo go oglądam :)) i przez zabawę uczyć się języka. Ale to moje zdanie.

Następny artykuł, brzydko mówiąc, rozwalił mnie. Tematyka? Emerytura w UK. Ja rozumiem, że ta gazeta ma nas uczyć języka i też zapoznać nas z krajami anglojęzycznymi, ale serio? Emerytura? Sądzę, że większość osób czytających magazyn to osoby młode, chodzące jeszcze do szkoły. Ja mimo, że słówka były potłumaczone dalej nie rozumiałam tekstu.

W tym numerze moją uwagę przykuły jeszcze dwa artykuły. Ten o Pekinie. Świetnie napisany. Autorka zawarła opis krajobrazu, najważniejszych zabytków, jedzenia, rozrywki i ludzi. Aż miałam ochotę na podróż w to odległe miejsce. 
Drugim artykułem było telefonowanie po angielsku. Mieliśmy 3 przykładowe rozmowy. Tekst przyjemny, a co najważniejsze, był napisany językiem codziennym, czyli potocznym. Były tam skróty, slang itp. Podobało mi się to :)

Podsumowując, zawiodłam się trochę na tym numerze, mimo kilku fajnych artykułów (zwłaszcza tego o Benedict'cie) to i tak trochę mi smutno. Zawsze mi się przyjemnie czytało EM, a tym razem było trochę gorzej. Ale i tak się nie poddaję i niedługo sięgam po nowe wydanie specjalne tylko dla kobiet. Zapowiada się ciekawie. A ten numer polecam na pewno wszystkim Sherlockians :) Miłego czytania!

Za możliwość przeczytania o ukochanym serialu dziękuję Wydawnictwu Colorful Media :)

niedziela, 19 października 2014

#39 Wspomnienia w kolorze sepii

Tytuł: Wspomnienia w kolorze sepii
Autor: Anna J. Szepielak
Liczba stron: 444
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

W ostatnim czasie Joannie nie powodziło się najlepiej: choroba ojca, utrata pracy, rozstanie z narzeczonym i dziwne, regularnie powracające sny... Życie w małym miasteczku nad Czarnym Potokiem, gdzie wszyscy się znają, też nie zawsze jest proste. Mimo to kobieta każdego dnia stara się udowodnić sobie i światu, że doskonale nad wszystkim panuje. 

Jedyną rzeczą, jakiej pragnie, jest spokój. Spokój, który próbuje zburzyć pewien tajemniczy Filip... 

Sposobem na oderwanie się od codziennych problemów jest nowa pasja Joanny. Tworząc drzewo genealogiczne i przeglądając pamiątki rodzinne, trafia ona na starą fotografię babci urodzonej we Lwowie. To fascynujące odkrycie stanie się początkiem nostalgicznej podróży w rodzinną przeszłość. Będzie w niej wszystko: wojna, miłość, zdrada, szczęście, tragedie i cudowne ocalenia... 

Po krótkim opisie możemy stwierdzić, że ostatnimi czasy Joanne całkowicie szczęście. Często się tak zdarza, że pewna rzecz zapoczątkowuje serię złych wydarzeń. Takie jest życie. Ale kiedy to się zmieni w życiu Joanny? Na pewno po poznaniu Filipa oraz po rozpoczęciu szperania w rodzinnych dokumentach, zdjęciach i pamiątkach.

Zacznę od moich oczekiwań co do tej książki. Pierwsze co mi się rzuciło w oczy to to, że książka jest polskiej autorki. A jakie mam zdanie o polskich autorach? Marne. Jednak dzięki Naszej Księgarni coraz bardziej się do nich przekonuję. Zaczęłam od Herbaty z Jaśminem autorstwa Agnieszki Gil, a teraz przyszedł czas na Wspomnienia w kolorze sepii Pani Szepielak. I wiecie co wam powiem? Porównując te dwie książki, Wspomnienia... są o wiele lepsze. A dlaczego? Już przedstawiam.

Pod lupę bierzemy fabułę. Niby prosta: niepowodzenia, tajemniczy facet, który wszystko ma odkręcić. Ale mamy jeden element, który całkowicie zmienia książkę. A właściwie dwa elementy. Mówię tu o grzebaniu w korzeniach rodzinnych oraz o dwóch wątkach, historiach, nie wiem jak to nazwać. Chodzi o to, że mamy kawałek z życia Joanny w 2013, czyli teraźniejszości, a chwilę potem znajdujemy się we Lwowie w 1922 roku! Nie dość, że śledzimy losy Asi to jeszcze jej babci, prababci, a nawet praprababci! To nadało tej książce wyjątkowości.

Jeszcze jedna rzecz co do fabuły. Wspominałam przed chwilą o nim, ale rozwinę to. Mowa tutaj o poszukiwaniach przeszłości rodziny. Gdy czytamy o szperaniu Asi w dokumentach, przeszukiwaniu for internetowych na ten temat, to aż ma się ochotę samemu pogrzebać w rodzinnych rzeczach żeby dowiedzieć się czegoś nowego. Może znajdziemy jakąś rodzinną tajemnicę, albo zaginionego człona rodziny? Ja chętnie bym zrobiła takie poszukiwania, ale wiecie co mnie odpycha? To, że musiałabym grzebać po piwnicach, strychach itp. Nie dość, że wszystko jest tam zawsze zagracone, więc powodzenia w poszukiwaniach to na dodatek Joanna wspomina, że zajmuje to bardzo dużo czasu. A niestety tego mi właśnie ostatnio brakuje-wolnego czasu.

Poruszę teraz postacie. Każda jest bardzo szczegółowo opisana, koleżanki Joanny, które zawsze wywęszą tajemnice, Filip, który zawsze przypadkowo trafia na Asię, a nawet sąsiedzi, których plotkowanie to chyba rola życiowa. W książce najbardziej mnie śmieszyły właśnie te wszystkie starsze panie i panowie, którzy całymi dniami plotkowali, a to w spożywczaku, pod kościołem, na ulicy, w lesie. Wszędzie po prostu gdzie się tylko da. W codziennym życiu też łatwo znaleźć takie osoby. Nie tylko na wsi, ale czasem też zdarzają się takie osiedla w wielkich miastach. Bogu dzięki, ja nie mieszkam na takim osiedlu i każdy zajmuje się swoimi sprawami, a nie wtyka nosa w cudze życie.

Same plusy w tej książce, nie? Jednak podczas czytania odnalazłam dwa minusy. Pierwszy jest taki, że nie wiem czy to autorka czy korekta czy co, ale w książce są problemy kiedy stosować "z", a kiedy "ze". Wiem, że jeśli jest opisywana sytuacja z XX wieku to może wtedy się mówiło inaczej, ale jak widzę, że w 2013 roku, ktoś ma z tym problem to po prostu serce ściska z żalu nad tą osobą, która nie umie się posługiwać tymi słowami. Drugi minus- nie rozumiem ogólnie czemu tak późno go odkryłam, ale to mnie po prostu z szokowało. Każdy kto czyta książki czasem wpadnie na literówkę. W książce można to przeboleć, bo przecież w natłoku słów, jedno może umsknąć. Ale na okładce? Może przesadzam, ale to już szczyt wszystkiego chyba. Zdawało mi się zawsze, że okładki się dokładnie przegląda pod kątem błędów itp., ale może tym razem ktoś to ominął (Jak?!). Na zdjęciu na początku recenzji widzicie przód okładki i napis "Wspomnienia w kolorze sepii". Wszystko jest ok. Ale jeśli popatrzymy na grzbiet... "WSPOMNIENA..." Sami zobaczcie:


Nic dodać, nic ująć.

Podsumowując, mimo jednego małego niedociągnięci i drugiego wielkiego to książka jest naprawdę dobra. Może nie wciąga od pierwszych stron, ale parę rozdziałów i przepadamy. Akcja nie jest może zbyt szybka, ale poszukiwania Joanny wciągają. Mogę ją polecić chyba każdemu, dosłownie każdemu. Nastolatki, dorośli, kobiety i no, ok. Może mężczyznom to nie podejdzie, ale kobiety na pewno zostaną oczarowane tą książką. Z chęcią zapoznam się z pozostałymi książkami pani Szepielak, więc możecie wyczekiwać recenzji :)

Ocena: 9/10

Za wciągnięcie się w poszukiwanie przeszłości rodziny Joanny dziękuję wydawnictwu Nasza Księgarnia :)



poniedziałek, 13 października 2014

#38 English Matters-wydanie specjalne Fashion

Po moim pierwszym English Matters bardzo się ucieszyłam z tego, że od razu mogę się zabrać za wydanie specjalne. Zwykłe wydanie mi się bardzo podobało, a Fashion nie było gorsze. Pochłonęłam bardzo szybko, ale jakoś nie mogłam się zebrać na recenzję (ostatnio nie mam jakoś weny, przepraszam. Ale książki i gazety czytam, więc materiały do recenzji są). Jeśli ktoś pierwszy raz słyszy o English Matters to po krótce przedstawiam. Gazetka jest cała napisana w języku angielskim. W tym numerze stawiamy na temat mody, więc w tym stylu są artykuły. Trudniejsze słówka są przetłumaczone pod tekstem. No to przechodzimy do środka naszej gazetki.

W tym numerze mogliśmy przeczytać artykuł o naszej sławnej modelce, czyli Anji Rubik. Tematem przewodnim były sesje i pokazy gdzie Anja pokazywała trochę więcej ciałka niż powinna. Mamy także przedstawione jak modelka zaszła tak daleko i co ją motywuje. Choć fanką Anji nie jestem to spodobał mi się opisany tutaj sposób jej myślenia o modzie i modelingu.

Kolejnym artykułem jaki biorę pod lupę jest ten o gorsetach. Dla mnie gorsety są po prostu magią. Nie wyobrażam sobie nosić cały dzień gorsetu. No chyba, że raz na jakiś czas, ale też nie na cały dzień. Oczywiście nie twierdzę, że kobiety nie wyglądają w nich pięknie. Mamy tutaj przedstawioną ich krótką historię. Ja gdy słyszę o gorsetach od razu mam przed oczami zdjęcie kobiety, która zmniejszyła sobie talię do takiej malutkiej przez noszenie ich. Koszmar, ale jeśli nie używamy ich w celach zmniejszenia talii itp. to jestem jak najbardziej na tak :)

W magazynie jest także coś dla blogosfery-artykuł o modowych blogerkach. Ale nie byle jakich-takich na światową skalę. Nawet niektórzy projektanci proszą je o wzmiankę o ich kolekcjach na blogach. No przyznać się, kto by tak nie chciał?

Mamy dział poświęcony eko rzeczom. Ekologiczne sukienki? Jak najbardziej! Płócienne torby na zakupy? Nie dość, że oryginalne to jeszcze modne! Wszystko tutaj znajdziecie. Z czego robi się ekologiczne kolekcje oraz jak pewna kobieta rozwinęła swoje zwykłe hobby w coś dużego.A przed tymi artykułami mamy dwustronny kalendarz modowy. W każdym kółku mamy dany miesiąc i co wielkiego, związanego z modą, się w tym czasie dzieje na świecie, czyli Fashion Week itp.

Oprócz samych zalet mody mamy też opisaną tragedię związaną z wyrobem ciuchów. W 2013 roku w Savar w Bangladeszu zawalił się budynek gdzie tysiące ludzi pracujących w marnych warunkach robiło ciuchy. Ten wypadek, w którym 1 100 ludzi zginęło, a  2 500 zostało zranionych zapoczątkowało wielką akcje poprawienia warunków pracy w biedniejszych krajach. Ale więcej przeczytacie w tym numerze.

Jako artykuł muzyczny mamy Justina Timberlake'a. O samym piosenkarzu i aktorze mamy zaledwie jeden paragraf. Cały artykuł zajmuje tekst piosenki "Suit & Tie" oraz jego opracowanie. Piosenka wpadająca w ucho, tekst łatwy, ale z ciekawymi słowami i zwrotami.

Moje dwa ulubione artykuły w tym numerze to zdecydowanie ten o Mediolanie jako stolicy mody oraz o marce Louis Vuitton. Krótka historia tej marki to było to co przyciągnęło moją uwagę oraz to jacy modni są Mediolańczycy i jakie mają wyczucie w tym temacie.

Podsumowując, English Matters mnie nie zawiódł. Interesujące artykuły, nowe, ciekawe słówka i zwroty. Nie mogę się doczekać kolejnego numeru, który będzie z moim ukochanym Sherlockiem, czyli Benedictem Cumberbatchem. Czekacie na recenzje? ;) Jak na razie polecam przeczytać ten numer, ale zainteresuje to tylko tych co ciekawią się tematem mody. Jeśli nie lubicie tego typu rzeczy możecie nie znaleźć dla siebie odpowiedniego artykułu.

Za możliwość wniknięcia w świat mody dziękuję wydawnictwu Colorful Media.

środa, 8 października 2014

#37 Magiczne Drzewo. Cień smoka PRZEDPREMIEROWO

Autor: Andrzej Maleszka
Premiera: 9 października 2014
Liczba stron: 516
Wydawnictwo: Znak Emotikon

Nieostrożny czar wywołuje z głębin morskiego smoka wraz z armią groźnych stworów. By je pokonać, Kuki musi zdobyć figurkę z Magicznego Drzewa. Przedmiot jest nagrodą w konkursie tańca, ale Kuki nie umie tańczyć. Figurka przeistacza się w żywą istotę obdarzoną niezwykłymi cechami. Dzięki niej Kuki, Gabi i gadający pies zwyciężą przybysza z podwodnego świata. 

Czyli jak z tyłu książki mamy streszczoną całą fabułę. Recenzja zaczyna się nie wesoło, ale nie jest tak bez powodu. Sama książka... hmm, nie zachwyca. A co się stało, że jest słabą lekturą? Już przedstawiam.

Ostatnio książkę dla dzieci czytałam... jak byłam dzieckiem. Jednak dostałam propozycję zrecenzowania jej przedpremierowo (choć jest to już 6 część), więc stwierdziłam-czemu nie. Książkę dostałam jakiś miesiąc temu, szybko ją przeczytałam. Wielkie litery, dużo obrazków robi swoje. 3-4 dni i po książce. Jednak nie mogłam się zebrać na napisanie recenzji. A z dnia na dzień uświadamiałam sobie plusy i minusy tej książki.

Książka choć jest dla dzieci zdaje mi się, że jest zbyt wyidealizowana. Szczerze to nie wiem, czy autor książki dla dzieci może sobie omijać szczegóły, które prawdopodobnie, choć nie 100% dziecko ominie? Zdaje mi się, że nie. A zdarzyło to się w tej książce nie raz. Przykład? Już podaję. Gabi musiała załatwić pewną sprawę z użyciem latarki, która usypia, jednak ktoś jej przeszkodził, upuściła latarkę i uciekła. Za kilkanaście stron jest sytuacja, że używają tej samej latarki. I tutaj nasuwa nam się jedno pytanie. Skąd ona wzięła tą latarkę? Podobne sytuacje zdarzają się jeszcze parę razy, ale nie będę już wymieniać.

Fotografie w książce mają nam umilić czytanie. Nie czytałam wcześniejszych tomów, więc nie jestem pewna czy tak jest w każdym, ale ilustracje w Cieniu Smoka są, jeśli mogę tak określić, irytujące. Dzieci z dziwnymi minami, pies na rolkach. Ja rozumiem, że to jest na potrzeby książki, ale sądzę, że bez nich byłoby lepiej. A na dodatek dzieci by wysiliły trochę swoją wyobraźnię, były trochę bardziej kreatywne, czyli to czego po nich oczekujemy.

Może się już będę trochę za bardzo czepiać i może to przez to, że nie czytałam wcześniejszych części. Chodzi mi o imiona. Gabi-ok. Kuki i Blubek, nie za bardzo. Ja nie wiem, czy to są ksywki czy co, ale nie przemawiają do mnie (nie mówiąc o tym, że mam wstręt do polskich imion w książkach+do polskich książek, choć tutaj zdarzają się wyjątki). Za to pies, który wabi się Budyń to dla mnie normalne. Znam psa Bigosa, Myszę, więc Budyń to też normalna sprawa.

Przyznam-zjechałam tą książkę. Za to jako plus mogę napisać, że czytało mi się ją naprawdę szybko. Nie lubię książek, które nie wciągają, mają małe litery i potrafię je czytać tygodniami (pozdrawiam tutaj Wołanie Kukułki). Mimo, że lektura ma wiele minusów są momenty kiedy można się naprawdę wciągnąć, a duże litery można powiedzieć, że nawet "przyśpieszają" akcje. Taki plus tej książki.

Podsumowując, na początku książki miałam ochotę sięgnąć po wcześniejsze części. Teraz? Nie za bardzo. Ale jeśli czytaliście wcześniejsze, to czemu nie, ta też może się wam spodobać. Jeśli jednak mieliście styczność ostatni raz z książkami dla dzieci w dzieciństwie to nie radzę wam po nią sięgać. Zrazicie się tak mocno jak to tylko możliwe. 

Ocena: 3/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Znak Emotikon.

poniedziałek, 6 października 2014

#36 Zostań, jeśli kochasz

Tytuł oryginalny: If I stay
Tytuł: Zostań, jeśli kochasz
Autorka: Gayle Forman
Liczba stron: 243
Wydawnictwo: Nasza księgarnia

Po tragicznym wypadku, w którym zginęli jej najbliżsi, Mia trwa w stanie dziwnego zawieszenia. Musi podjąć decyzję, czy walczyć o odzyskanie przytomności, czy też poddać się i umrzeć. Próbując rozstrzygnąć ten dylemat, wspomina dotychczasowe życie.

Po książkę sięgnęłam ze względu na film i regułę: "Najpierw książka, potem film". Na dodatek złożyło się tak, że mam współpracę z wydawnictwem, które wydaje tą książkę, więc dostałam ją jako egzemplarz recenzencki. Filmu jeszcze nie oglądałam, czekam aż będzie dostępny do oglądania online. A jak oceniam książkę? Miałam duże oczekiwania, w końcu o samym filmie było bardzo głośno długi czas przed jego premierą. I tak jak w przypadku moich oczekiwań do filmu Frozen (tak głośno było ludzie się zachwycali, a wyszło na to, że Disney ma wiele o niebo lepszych bajek), zawiodłam się trochę.

"To niesprawiedliwe. Jeśli jedno z nas powinno ocaleć, jeśli jedno powinno otrzymać szansę na dalsze życie, to właśnie on."

Każdy chwali książkę, że jest wzruszająca, płakać się chce, myśli się o niej długo po skończeniu jej i ogólnie same ohy i ahy. U mnie takich uczuć nie wywołała. Okładka filmowa jest ładna, nawet bardzo. A treść? Są minusy i są plusy.

Książkę się czyta w ekspresowym tempie. Ma tylko 243 strony, w miarę duże literki i ogólnie bardzo przystępny język. Akcja też jest chociaż nie pędzi nie wiadomo jak szybko. Mimo, że są tutaj poruszone niektóre bardzo poważne tematy-życie, śmierć, pogrzeby, miłość to i tak uważam, że jest to w miarę leciutka lektura, idealna na deszczowe, jesienne wieczory.

"Nie bój się. Kobiety potrafią znieść najgorszy ból. Sama się przekonasz pewnego dnia."

Mia po wypadku opuszcza swoje ciało i przebywa w postaci ducha. Siedzi przy swoim ciele na OIOMie i przypomina sobie najważniejsze chwile w jej życiu-jak poznała swojego chłopaka, Adama, młodość jej rodziców, narodziny swojego braciszka Teda, pierwsze koncerty z wiolonczelą. Czyli to co było dla niej najważniejsze w życiu. Teraz najważniejsze jest to czy uda jej się wybudzić, czy będzie tkwiła w tym dziwnym stanie czy po prostu odejdzie. Rozważa dokładnie każdą opcję,

Mia jest spokojną dziewczyną. Nie wyróżnia się niczym. Cichutka, spokojna wiolonczelistka. Nagle w szkole robi się o niej głośno. W jaki sposób? Jest przecież dziewczyną chłopaka z rockowej kapeli. Mia nie rozumie czemu Adam ją wybrał, przez co ich związek jest trochę burzliwy. Czasem mnie to irytowała. Mia zamiast się zastanawiać czemu Adam ją wybrał i być podejrzliwa co do niego, powinna się cieszyć, że w ogóle jakiegoś ma. Być radosna, wspierać go, a nie krzywo na niego patrzeć i są zastanawiać "Co on we mnie widzi? Przecież jesteśmy z dwóch innych światów!". Adam przez to czuje się trochę odtrącany i ma mieszane uczucia jednak nie chce rezygnować z Mia. Taka trochę opera mydlana się czasem robi. Zdecydowanie można to zaliczyć do minusów.

"Uświadamiam sobie nagle, że umieranie jest proste. To życie jest trudne."

Podobał mi się bardzo sam pomysł na rodzinę Mii. Tata muzyk, mam fanka muzyki, mały Ted też przejawia muzyczne zdolności, Mia wiolonczelistka, babcia wierzy, że po śmierci jesteśmy zwierzętami i wierzy w anioły. Ciekawy pomysł na rodzinę. W książce co chwila się dowiadujemy o nich nowych rzeczy, które jeszcze bardziej pokazują jaka ta rodzina jest wyjątkowa. Plus za dobry pomysł na bohaterów :)

Chyba napisałam co miałam. Wybrałam ciekawsze i mniej zachwycające rzeczy. Mam nadzieję, że ogólny zarys książki macie. Pomysł na fabułę dobry, ale wykonanie trochę mniej. Książka się jak dla mnie kończy za szybko. Można by dodać jeszcze ze 100 stron żebyśmy się jeszcze lepiej zapoznali z historią Mii. Ale i tak nie jest źle. Lekka, nie wywołująca wielkich emocji lektura, która jest właściwie warta przeczytania. Ja teraz czekam aż film na podstawie książki będzie dostępny online to oglądnę i, kto wie, może dodam post z porównaniem książki i filmu :) Osobiście polecam jako lekką lekturę. Jeśli jednak wolicie "cięższe" książki to chyba nie jest ona dla was, ale spróbować przeczytać nie zaszkodzi :)

Ocena: 7,5/10

środa, 1 października 2014

Podsumowanie września i stosik na październik


Witajcie :)
Wrzesień już za nami, krótka powtórka, zaległe sprawdziany, parę kartkówek, odpytywanie i trochę czasu na czytanie. Tak minął mi wrzesień. Mimo, że miałam pełno "form sprawdzenia wiedzy" to i tak cieszę się z wyników czytelniczych z tego miesiąca. A oprócz książek cieszę się, że w końcu jesień do nas zawitała. Liście się złocą i opadają, nadchodzą zimniejsze dni, a słońce zachodzi o wiele wcześniej. Ale jest to idealna pora roku dla mnie. Tak samo jak zima. Na dodatek 22 i 23 października spędzę na wycieczce szkolnej w Berlinie. Mam już zapowiedziane sprawdziany na najbliższe 3 tygodnie, ale nic nie ściągnie mojego uśmiechu z twarzy. 
Ok, chyba czas na małe statystyki, prawda?

Zacznę od tego co przeczytałam:
1. 19 Razy Katherine-John Green recenzja
2. Dopiero się rozkręcam-Justin Bieber recenzja
3. Shakira. Bose stopy, białe sny recenzja
4. Magiczne Drzewo-Andrzej Maleszka -PRZEDPREMIEROWO recenzja jeszcze w tym tygodniu
5. Zostań, jeśli kochasz-Gayle Forman-recenzja niedługo
6. 1D. Tacy Właśnie są-recenzja niedługo
Magazyny:
-English Matters nr 48 recenzja

6 książek, ale dobrze się przy nich bawiłam, więc niczego nie żałuję. Mam dużo zaległości w recenzjach, ale gdy znajdę chwilę wytchnienia to na pewno napiszę. W ten weekend też pewnie nie będę miała czasu, bo razem z Zuzą wybieramy się na drzwi otwarte w szkole tańca SDA, więc w sobotę od 11-18 i w niedzielę od 12-17, będę umierać na parkiecie :) Ale czuję, że będzie to dobrze spędzony czas, więc mogę się trochę pomęczyć.

Czas na moje plany na ten miesiąc:


1. English Matters-Fashion-od wydawnictwa Colorful Media
2. W poszukiwaniu istoty czasu-Ruth Ozeki-pożyczona od przyjaciółki
3. Mroczne Umysły-Alexander Bracken- j.w.
4. Ja, Kobieta-Cameron Diaz- od wydawnictwa Sine Qua Non
5. Wspomnienia w kolorze sepii-Anna.J.Szepielak-od wydawnictwa Nasza Księgarnia

Pojawiły się te nawet niektóre te same książki co miały być przeczytane we wrześniu, więc modlę się o to, żebym była w nastroju na przeczytanie ich.

A jak tam u was? Ile książek przeczytaliście? Jakie plany na październik? Też się cieszycie na jasień?

Pozostaje mi życzyć wam lekkiego miesiąca i oby wasze lektury na październik były miło spędzonym czasem :)



sobota, 27 września 2014

#35 19 razy Katherine

Tytuł: 19 razy Katherine
Tytuł oryginalny: An Abundance of Katherine
Autor: John Green
Liczba stron: 290
Wydawnictwo: Bukowy Las

Colin Singleton gustuje wyłącznie w dziewczętach o imieniu Katherine. A te zawsze go rzucają. Gwoli ścisłości, stało się tak już dziewiętnaście razy. Ten uwielbiający anagramy, zmęczony życiem cudowny dzieciak wyrusza w podróż po Ameryce ze swoim najlepszym przyjacielem Hassanem, wielbicielem reality show Sędzia Judy. Chłopcy mają w kieszeni dziesięć tysięcy dolarów, goni ich krwiożercza dzika świnia, ale za to nie towarzyszy im ani jedna Katherine. Colin rozpoczyna pracę nad Teorematem o Zasadzie Przewidywalności Katherine, za pomocą którego ma nadzieję przepowiedzieć przyszłość każdego związku, pomścić Porzuconych tego świata i w końcu zdobyć tę jedyną. Miłość, przyjaźń oraz martwy austro-węgierski arcyksiążę składają się na prawdziwie wybuchową mieszankę w tej przezabawnej, wielowarstwowej powieści o poszukiwaniu samego siebie.

Kolejna książka wielkiego Johna Greena. Po Szukając Alaski czekałam na tą książkę i akurat dzięki mojej przyjaciółce mam możliwość ją przeczytać. Liczyłam, że będzie trochę lepsza niż Szukając Alaski, ponieważ była to dobra historia, ale po książce pana Greena liczyłam na jakiś morał, a w tej książce go nie znalazłam. A jak prezentuje się 19 razy Katherine? Już mówię.

"Książki to notoryczni Porzucani: gdy je odkładasz, mogą na ciebie czekać wiecznie, a gdy poświęcisz im uwagę, zawsze odwzajemniają twoją miłość."


Postać Colina jest ciekawie stworzona i zdecydowanie w stylu Johna. Chłopak, który został pokrzywdzony przez los, a dokładniej przez 19 Katherin, które go rzuciły. Po ostatniej czuł, że wyrwała mu jego część. Jego kumpel Hassan, grubiutki chłopaczek uwielbiający Sędzie Judy, postanawia pocieszyć Colina i wyrusza z nim na podróż autem. A gdzie zmierzają? Przed siebie.

Chłopcy zatrzymują się w Gutshot, aby zobaczyć grób arcyksięcia Franciszka Ferdynanda. Dziewczyna, która oprowadza turystów to Lindsey, która jest córką właścicielki wielkiej fabryki, która zapewnia zatrudnienie większości miasteczka. Krótko mówiąc, chłopcy zostają na jakiś czas w Gutshot. Poznają tutaj kolegów i koleżanki Lindsey, polują na dziki i wiele innych. Ogólnie przeżywają tutaj wiele, a nawet w niektórych sprawach swoje "pierwsze razy".


"Ale temu uśmiechowi nie można było się oprzeć. Ten uśmiech mógłby wygrywać wojny i leczyć raka."


John Green zafundował nam ciekawe odnośniki oraz opisy. Najciekawszy chyba jest opis polowania na dzikie świnie. Szczerze to nie wiem czemu mnie to tak rozśmieszyło. 

Może jeszcze dodam taki mały minus. Możliwe, że przesadzam, ale przeraziło mnie to, że tutaj jest matematyka. Nienawidzę tego przedmiotu, więc to były dla mnie trochę katusze. Niby nie było tego aż tak dużo, ale nawet najmniejszy wzór mnie trochę przerażał. Niektórych jeszcze nie do końca rozumiałam, więc musiałam je trochę "opracować". Na spokojnie wszystko przeanalizować i dopiero wtedy dalej czytać. Ale to tylko taki mały minus. Wyjątkowo się przyczepiłam do czegoś takiego.

Po książkach tego autora zawsze spodziewam się wielkiej nauki życiowej, ale chyba autorowi się skończyły trochę pomysły, bo w 19 razy Katherine użył podobnej rzeczy jak w Gwiazd Naszych Wina. Głównym problemem tutaj było to, że Colin nie chce zostać zapomniany. Nie chcę umrzeć i nie zyskać niczego. Chce żeby ludzie go pamiętali, wspominali, podziwiali i czerpać wiedzę z tego co po sobie zostawi. A jaki problem miał Augustus w Gwiazd Naszych Wina? Tak, że nie chce zostać zapomniany. Trochę się zawiodłam, że autor nie wprowadził do tej książki nic nowego. Trudno.

"Ja nie chcę się wychylać, bo jak zaczynasz latać wyżej niż inni, to zaraz cię ustrzelą."

Mimo, że na pewnych rzeczach się zawiodłam to książka jest naprawdę ciekawa, czyta się szybko i z wyczekiwaniem. Jestem ciekawa czy pan Green pracuje nad kolejną książko, bo właściwie lubię jego styl pisania i jego historie. Jeśli macie jakieś informacje na temat jego kolejnych dzieł to dajcie mi znać :)

Podsumowując, postacie ciekawe, choć irytowali mnie znajomi Lindsey-ale chyba taka była ich rola. Opisy-chociaż, że jest ich dużo to ciekawe. Język lekki, jak to zawsze z Johnem Greenem. Jeżli jeszcze nie zaczęliście czytać książek tego autora to polecam zacząć od Papierowych Miast lub Gwiazd Naszych Wina, a by wrazie czegoś się nie zniechęcić. Ale jeśli już go znacie to przeczytajcie 19 razy Katherine, ponieważ historia może była przewidywalna, ale i tak interesująca :)

Ocena: 8/10

czwartek, 25 września 2014

#34 English Matters nr 48

Każdy wie, że angielski to ważny język w dzisiejszych czasach. Porozumiemy się nim wszędzie i oprócz tego, że jest przydatny w podróżach, ułatwia nam wiele spraw życiowych np. przeprowadzkę do innego kraju. Ale żeby nauczyć się perfekcyjnie języka potrzebujemy wieluu, wieluuu godzin ćwiczeń. Tłumaczenie tekstów piosenek, oglądanie filmów po angielsku, czytanie książek w tym języku, kursy lub lekcje z osobami, które mówią tylko po angielsku. Jednak jest jeszcze jeden dobry sposób do poćwiczenia sobie języka, a jest to gazeta English Matters. Znajdziemy w niej ciekawe artykuły, w których trudniejsze słówka są tłumaczone. Mamy wstawki z gramatyką. Ale co kryje przed nami numer 48? Zaraz wam to wyjawię.

W tym numerze zaczynamy czytanie gazety od artykułu o Bruno Marsie, czyli jak ze zwykłego chłopca z Hawai zmienił się w gwiazdę światowej estrady. Następnie mamy piosenkę i wnikliwą analizę jej tekstu.

Mnie zaciekawił artykuł o oszczędzaniu-wiadomo, nie każdy opływa w luksusach i może szastać forsą. Znajdziemy tu parę przydatnych trików dzięki, którym nasza świnka skarbonka zostanie trochę napełniona.

W magazynie nie mogło zabraknąć artykułu związanego z modą. Historia szpilek? Jak najbardziej. Jak to się wszystko zaczęło, najlepsi projektanci i jakie kontrowersje wzbudzały.

Gratka dla książkoholików-wywiad z ekspertką od Jane Austin. Opowie nam o książkach tej wielkiej autorki, o bohaterach oraz o czasach,w których żyła. Język prosty, aż miło się czyta.

Kolejny artykuł, który przykuł moją uwagę to opis urokliwego miasteczka w UK, czyli Bath. Odwiedza go dużo osób, większość wyjeżdża ze wspaniałymi wspomnieniami. Sama chętnie bym tam pojechała. Wydaje się świetnym miejscem żeby pozwiedzać oraz usiąść w jakiejś kawiarence z dobrą książką w dłoni.

Podsumowując, magazyn jest świetną formą nauki języka. Słówka, gramatyka, przysłowia i powiedzenia angielskie-wszystko w jednym miejscu. Artykułu są ciekawe i dzięki nim łatwiej się wszystko czyta. Znajdziemy także pomoc z mieszkaniem w Anglii, czyli jak znaleźć dobre mieszkanie oraz jak zrzucić parę kilogramów przy pomocy Zumby. Czasopismo naprawdę sprawiło, że czuję niedosyt dobrych artykułów i... no cóż, czekam na kolejny numer, a wam radzę się zaopatrzyć w ten, ponieważ to dobra lektura dzięki, której podszkolicie język ;)

Za możliwość trenowania języka z English Matters dziękuję wydawnictwu Colorful Media.

czwartek, 18 września 2014

#33 Justin Bieber. Dopiero się rozkęcam

Tytuł: Justin Bieber. Dopiero się rozkęcam
Autor: Justin Bieber
Liczba stron: 239
Wydawnictwo: IUVI

"Od Tel Awiwu po Tokio – przez ostatnie kilka lat udało mi się zjeździć świat wzdłuż i wszerz. To wspaniałe, ale z drugiej strony ciężko mi uwierzyć, że jeszcze niedawno śpiewałem na ulicach mojego rodzinnego Stratford. Mogę z czystym sumieniem zaświadczyć, że wszystko jest możliwe, marzenia się spełniają, a każdy kolejny dzień jest błogosławieństwem.
Teraz, gdziekolwiek się udam, spotykam się z miłym przyjęciem. To Wy jesteście dla mnie najważniejsi i dlatego dedykuję tę książkę każdemu, kto zechce śpiewać razem ze mną. Chcę podzielić się z Wami moim życiem w trasie – zarówno tymi bardzo emocjonującymi chwilami na scenie, jak i cennymi momentami spokoju, który dzielę z przyjaciółmi i rodziną. Chcę podarować Wam wejście za kulisy mojego świata. Bywa męczący, ale nie przestaje mnie zaskakiwać i jest cudowny.
Niesamowite, jak bardzo zmieniło się moje życie i jak wiele jeszcze mnie czeka. Dopiero się rozkręcam."

Justin był zwykłym nastolatkiem z Kanady, który wrzucał filmiki na youtube jak śpiewa żeby jego rodzina mogła je obejrzeć. Nie spodziewał się, że dzięki temu w przyszłości odkryje go jego przyszły menadżer Scooter Braun, a jego mentorem będzie Usher. Dzisiaj Justin sprzedał ponad 15mln płyt na całym świecie, a na jego koncerty przychodzą tłumy.

Justina lubię i szanuję. Nie zaliczam się do tych osób, którego go obrażają, bo "to modne" lub po prostu go nie lubią, bo przed mutacją brzmiał jak dziewczyna. W tej książce Justin opisał co się dzieje w czasie jego tras-na scenie i poza nią. Jak musi sobie radzić ze sławą, co robi gdy chcę się poczuć jak normalny nastolatek... Wszystko to jest opisane w tej książce.

Książkę czyta się w moment. Mimo, że ma 239 stron, co druga z nich to fotografia, dzięki czemu jest to bardziej album z dopiskami. Mi taki układ pasuje. W książce czytałam o największych koncertach z kariery Justina, co się działo gdy odwiedzał chore dzieci w szpitalu, jak urządził mamie urodziny na scenie. 

Język przystępny dla każdego-w końcu pisał to nastolatek. Mimo, że język prosty, słownictwo bogate.

Jedyny problem jaki miałam z książką to taki, że gdzieś po 30 minutach czytania musiałam ją odłożyć i to nie z powodu, że była nudna. Jest po prostu za ciężką! Nic się z tym oczywiście nie zrobi, bo wszystko jest wydrukowane na papierze kredowym, ale postanowiłam wam o tym jednak wspomnieć.

Jest to druga książka Justina. Pierwsza to Pierwszy Krok ku Wieczności. Chętnie bym ją przeczytała, więc kto wie czy z czasem nie pojawi się u mnie jej recenzja ;)

Podsumowując, książka jest lekka, idealna dla każdego fana Justina, którzy chcą się dowiedzieć o jego przeżyciach i odczuciach do fanów. Chyba nie zostaje mi nic więcej do powiedzenia niż to żeby każdy fan biegł już do księgarni po nią :)

Ocena: 9/10

wtorek, 9 września 2014

#32 Shakira. Bose stopy, białe sny

Tytuł: Shakira. Bose stopy, białe sny
Tytuł oryginalny: Shakira. Asi es su vida
Autor: Reyes Salvador Roman
Liczba stron: 213
Wydawnictwo: IUVI

Shakira stała się prawdziwym muzycznym fenomenem dzięki oryginalnej barwie głosu i charakterystycznemu ruchowi bioder. Kolumbijka posiada talent, jakim niewiele artystek może się pochwalić: potrafi zaskarbić sobie sympatię w sposób niemalże jednomyślny. Kobieta młoda, atrakcyjna i odnosząca sukcesy niejednokrotnie krytykowana, jednak, nawet ci, którym nie podoba się jej muzyka, szanują jej karierę. Życie wokalistki obraca się wokół trzech filarów: rodziny i przyjaciół, muzyki, oraz fundacji artystki – Pies Dascalzos.

Nie ulega wątpliwości, że mając prawie czterdzieści jeden milionów fanów na Facebooku i dziewięć milionów obserwujących na Twitterze, piosenkarka przeżywa jeden z najpiękniejszych okresów w swoim życiu, zarówno na polu zawodowym, jak i osobistym.

Shakirę bardzo szanuję i lubię. Jak można się oprzeć tej pięknej Kolumbijce, jej wielkiemu głosowi i pięknym tańcom? Raczej się nie da. Dlatego po książkę o tej piosenkarce sięgnęłam bardzo chętnie. Moja wiedza o tej artystce była średnia, ale po przeczytaniu książki mogę spokojnie przyznać, że wiem o niej teraz bardzo dużo i spokojnie mogę się wypowiadać spokojnie o niej jak i o jej karierze.

Książkę czyta się bardzo szybko. Jeśli się ma czas to można ją spokojnie przeczytać w 2h lub krócej. Język jest przystępny dla każdego, nie mamy jakiś niezrozumiałych nazw z działu muzycznego. Czytanie umilają nam fotografię Shakiry, jej synka, innych gwiazd na każdej stronie.Biografia ma ładną okładkę zachęcającą do przeczytania.

Lektura jest podzielona na 8 rozdziałów + wprowadzenie:
1.Dziewczyna z dobrego domu
2.Życie dla muzyki
3.Fenomen, który trwa
4.Pies Descalzos-najważniejsze przedsięwzięcie Shakiry
5.Plotki
6.Jej Miłość
7.Gerard Pique-najbardziej medialny związek
8.Szczęśliwy rodzice

Jak widać książkę zaczynamy od "narodzin" Shakiry. W trakcie lektury przechodzimy przez całe jej życie-pierwsze występy, małe role, nieszczęścia w rodzinie, wzloty i upadki, zawody miłosne i kończymy na jej dwóch miłościach życia-Gerardzie Pique oraz na jej synku, Milanie. W połowie książki mamy wypisane wszystkie nagrody jakie zdobyła Shakira i mogę dodać, że jest ich nie mało. Wypisanie wszystkich zajęło aż 7 stron. Chyba każdy przyzna, że jest to duże osiągnięcie.

Bardzo mi się podobało w książce opisywanie działalności charytatywnej. Nie dość, że jest ambasadorką UNICEF to jeszcze ma własną fundację, Pies Descalzos. Dzięki temu co Shakira widziała w dzieciństwie na ulicach jej biednego miasteczka, wie jak pomóc tym dzieciom. W książce mamy także opisane to, że Shakira prosiła firmę SEAT o zaprojektowanie specjalnego auta o nazwie Pies Descalzos, które potem wystawi na aukcji, a zebrane pieniądze użyje do pomocy najbiedniejszym. Nie dość, że piękna to jeszcze szlachetna.

Podsumowując, książka przyjemna, dużo zdjęć, czyta się szybko. Mamy dużo informacji, ale sposób w jaki są napisane pozwala szybko je przyswoić. Książkę mogę polecić wszystkim fanom oraz krytykom kolumbijskiej gwiazdy, Shakiry. Po tej lekturze na pewno każdy z was ją pokocha bardziej lub ją polubi. Nie musi jej od razu słuchać, ale ta artystka zasługuje sobie na szacunek za jej ciężką pracę.

Ocena: 9/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu IUVI.

wtorek, 2 września 2014

Konkurs


#Podsumowanie wakacji i... trochę o szkole


Hej :)
Rzadko się ostatnio tutaj udzielam, ale musicie mi wybaczyć, nie mam na nic ochoty. Nawet na czytanie książek. Ale te czasy już powoli mijają i chęć do życia wraca. Wracam także ja do częstszego blogowania. Zacznijmy ten wpis od podsumowania co przeczytałam w te wakacje:
1. Szukając Alaski-John Green
2. Pozory Mylą-Sara Shepard
3.Rywalki-Kiera Cass
4. Truskawkowe Pola-Jordi Sierra i Fabra
5. W pewnym teatrze lalek-Lidia Miś
6.Elita-Kiera Cass
7.Drzewo Migdałowe-Michelle Cohen Corasanti
8.The Walking Dead. Narodziny Gubernatora-Robert Kirkman i Jay Bonansinga
9.Jak upolować faceta? Po pierwsze dla pieniędzy-Janet Evanovich
10.Kodeks Bracholi dla rodziców-Barney Stinson i Matt Kuhn
11.Alicja i Lustro Zombi-Gena Showalter
12.Playbook. Podręcznik podrywu-Barney Stinson i Matt Kuhn
13. Zapomniane-Cat Patrick
14. Isola-Isabel Abedi

Dwóch ostatnich jeszcze nie napisałam recenzji, a resztę znajdziecie oczywiście na moim blogu :)

Czas na stosik na wrzesień. Nie jest zbyt wielki, ponieważ zaczyna się szkoła, co oznacza, że będę miała mniej czasu na czytanie. Na dodatek teraz jestem w 3 klasie gimnazjum, więc muszę się mocno skupić na nauce przed egzaminem.


1.Mroczne umysły-Alexandra Bracken-Książka z wcześniejszego stosu, od Zuzi
2.Wołanie kukułki-Robert Galbraith-moja książka, jestem już za 2/5 książki. Mam nadzieję, że niedługo ją skończę. Także była już we wcześniejszym stosiku.
3.W poszukiwaniu istoty czasu-Ruth Dzeki-od przyjaciółki, Oli.
4.Wariant-Robinson Wells-także z poprzedniego stosiku. Jestem na pierwszym rozdziale, ale zapowiada się ciekawie.

Mam nadzieję, że uda mi się przeczytać te 4 książki w tym miesiącu. Co do poprzedniego stosiku-wiem, że nie przeczytałam wszystkich książek, ale i tak jestem dumna z tych 14, ponieważ to i tak dobry wynik dla mnie :)

Powiem wam trochę o tym jak to u mnie teraz w szkole jest. Przemalowali nam ściany, remontują sale gimnastyczną, 9 nowych nauczycieli. Wielkie zmiany. U mnie zmienia się nauczyciel od angielskiego, biologii, plastyki i zajęć artystycznych. Z jednych zmian jestem zadowolona z drugich mniej. Plan jest jaki jest, po 7-8 lekcji dziennie, ale spodziewałam się tego. Wielkiego szoku nie było. Jak na razie poznaję nowych nauczycieli, wszystko jest ok. Nawet się cieszę, że szkoła się już zaczęła. Będzie monotonia, ale zarazem spokój, harmonia. Mam nadzieję, że w tym roku wszystko będzie dobrze, oceny, egzamin. I żebym jeszcze miała czas na jakieś przyjemności jak czytanie, oglądanie seriali :)

To tyle na dziś. Do usłyszenia kochani :)




czwartek, 28 sierpnia 2014

#31 Playbook. Podręcznik podrywu

Tytuł: Playbook. Podręcznik podrywu
Tytuł oryginalny: The Playbook
Autorzy: Barney Stinson i Matt Kahn
Liczba stron: 138
Wydawnictwo: Sine Qua Non

Jesteś gościem, który nigdy nie poderwał żadnej laski? Od dzisiaj Playbook będzie dla ciebie czymś świętym, twoim guru. Barney nauczy Cię w nim wielu sposobów jak poderwać kobietę i się z nią przespać. Gotowi na lekcje pierwszą?

To już druga książka Barneya Stinsona i Matta Kahna. Przypomnę, że Barney to jeden z głównych bohaterów serialu How I Met Your Mother-podrywacz, nie przepuszcza żadnej okazji poderwania dziewczyny. Matt Kahn to twórca barwnej postaci Barneya, jak i całego serialu HIMYM.

Na początku książki jest zapoznanie z Playbookiem, czyli czym jest, jak działa i jak z niego korzystać. Później mamy 5 rozdziałów, w których są propozycje przedstawień, czyli po prostu sposoby na poderwanie kobiet. Najpierw mamy propozycje przedstawień dla początkujących, dla amatorów, kobiet, zaprawionych w boju oraz zaawansowanych.

Ta książka bardziej mi się spodobała od Kodeksu Bracholi dla rodziców, ponieważ nie ma tutaj takich żałosnych żartów, ale zabawne metody Barneya (niektóre pojawiły się w serialu) na poderwanie dziewczyn. Sposób na płetwonurka, miliardera, dziadka lub kolejnego Jonasa, potrafiły mnie rozśmieszyć. Dziewczyny czytające to mogą sobie wyobrazić ten sposób próbowany na nie i ocenić czy poszłaby na to czy nie. Większość jest kierowanych do naprawdę głupich lasek, no ale prawda jest taka, że żadna rozumna dziewczyna nie pójdzie do łóżka z facetem, który mówi, że jest z przyszłości i żeby uratować planetę musi się ona przespać z jego młodszą wersją.

Każde przedstawienie jest dokładnie opisane. Zawsze mamy u górę tabelkę w której znajdują się następujące punkty:
-Szansa na sukces (procent dziewczyn, które może na to polecieć)
-Przyciąga (typ dziewczyn, jaki dane przedstawienie powinno usidlić)
-Wymagania (rekwizyty lub talenty, które będą potrzebne do wykonania przedstawienia)
-Przygotowanie (ile czasu trzeba zainwestować w to przedstawienie)
-Lipa (złe strony takiego podrywu, inne niż "może zupełnie nie wypalić")
Następnie mamy w punktach rozpisane jak wykonać dane przedstawienie. Do niektórych podrywów mamy wyjaśnienie, dlaczego dziewczyny mogą na to polecieć. Bardzo przydatne to wyjaśnienie, ponieważ w niektórych podrywach po prostu nie ma się pojęcia kto i czemu może się na to złapać.

Książka mi się bardzo spodobała, opisuje w zabawny sposób różne metody podrywów. Mogę spokojnie polecić ją każdemu fanowi HIMYM oraz facetom, którzy nie umieją poderwać dziewczyn (niektórych sposobów z Playbooka lepiej nie stosujcie, naprawdę). Mam nadzieję, że wam też spodoba się tak bardzo jak mi :)

Ocena: 9/10

Za naukę podrywu dziękuję wydawnictwu Sine Qua Non :)

środa, 27 sierpnia 2014

#30 Alicja i Lustro Zombi

Tytuł: Alicja i Lustro Zombi
Tytuł oryginalny: Alice Through the Zombi Glass
Autorka: Gena Showalter
Liczba stron: 442
Wydawnictwo: Harlequin

Druga część przygód Alicji w walce z zombi. Tym razem problemem nie są same zombi, ale także Alicja..., w której powstał zarodek zobi i rośnie z dnia na dzień, aż w końcu Ali miewa ataki, w których nad sobą nie panuje i zombi przemawia przez nią. Jak sobie z tym poradzi? 

Pierwsza część mi się bardzo podobała i ta także nie straciła poziomu. Spokojnie mogę nawet powiedzieć, że jest lepsza od pierwszej. W tej części nie mamy już tylko opisów pomiędzy Ali i Colem oraz jej treningów. Tu mamy dużo o odczuciach Alicji kiedy zombi próbowało ją zabić od środka. Jak reagowało na to otoczenie, jakie problemy miała, kim jest Gavin i co z tego wyniknie. Wszystko tutaj mamy. Dużo, ciekawych wątków oraz jeden, główny, który wygrywa wszystkie.

"Życie wydaje się w jednej chwili doskonałe, a w drugiej wali się w gruzy."

Chyba jeszcze nigdy nie poruszyłam tutaj kwestii okładki. Teraz muszę, nie ma innej opcji. Na początku widziałam tylko tą Ali z królikiem i powiem wam, że była taka sobie, ale w połowie książki, patrzyłam na okładkę i zdawałam sobie sprawę co na niej jest. Normalna Ali, w sukni, którą kupiła jej babcia oraz tło zrobione z Zombi Alicji, które chcą zniszczyć tą normalną. Okładka jak najbardziej adekwatna do treści książki. Bardzo mi się podoba.

W książce pojawia się nam dwójka nowych bohaterów. Gavin oraz jego koleżanka i dawna dziewczyna Cola, Veronica. Veronica jest taka, że nie da się jej lubić, za to Gavin jest jej odwrotnością. Każdy go uwielbia, bohaterzy (oprócz Cola) oraz czytelnicy. Sama także bardzo go polubiłam, ponieważ mimo, że jest podrywaczem potrafi zająć się dziewczyną, okazać czułość i być przy niej w trudnych chwilach. Prawdziwy skarb, nie sądzicie? Może, oprócz tych podrywów ;)

"Jeśli więc możesz stać się silniejsza, to można też sprawić, że staniesz się słabsza."

Akcja posuwa się w miarę szybko. Bardzo mało momentów kiedy nic się nie dzieje. Przyjaciółki Ali odgrywają w tej części bardzo ważne role, tak samo jak Cole. Dużo mamy tutaj o Cat, ale o Reeve także nie będzie mało. O Colu dowiedziałam się w tej części bardzo wielu rzeczy, które zmieniły trochę sposób w jaki go zawsze postrzegałam i powiem wam, że o ile na początku mnie trochę denerwował to teraz jest w dziesiątce najciekawszych, książkowych chłopców. Powiedzcie mi proszę, że też macie taką listę, bo czuję się z tym trochę dziwnie, hahaha.

Najbardziej w tej części spodobały mi się opisy uczuć Alicji. Wszystkie były dokładnie przeanalizowane, idealnie opisane. Niczego w nich nie brakuje. Odczuwamy razem z nią strach, złość, radość, nadzieję. Wszystkie uczucia, które przewijają się w trakcie walki Alicji i własne, dawne życie. Bez okropnego Zombi w sobie. 

"Pokładaj nadzieję w czymś właściwym, a będzie to lina ratunkowa. Pokładaj nadzieję w czymś niewłaściwym, a będzie to pętla na szyję."

Podsumowując, Alicja w tej książce dostarcza nam wielu ciekawych wątków za co jestem jej wdzięczna. Język przyjemy do czytania, nie zbyt poważny, ale nie byle jaki. Jeśli czytaliście pierwszą część, to nie ważne jakie mieliście po nie odczucia, powinniście sięgnąć także po drugą. Sama już nie mogę się doczekać kiedy będzie ostatnia część trylogii, zwłaszcza po wielkim zakończeniu drugiego tomu. Mam nadzieje, że czas oczekiwania nie będzie mi się dłużył oraz, że wam także spodoba się/spodobała ta część przygód Alicji, Cola i wszystkich którzy walczą z zombi.

Ocena: 10/10

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

#29 Kodeks Bracholi dla rodziców

Tytuł: Kodeks Bracholi dla Rodziców
Tytuł oryginalny: The Bro Code for Parents
Autorzy: Barney Stinson i Matt Kuhn
Liczba stron: 172
Wydawnctwo: Sine Qua Non

A więc zostaniesz rodzicem.
Być może zadajesz sobie teraz dramatyczne pytania:
✓ Czy będę dobrym ojcem lub dobrą matką?
✓ Czy podołam wydatkom?
✓ Czy mogę jeszcze uprawiać seks?

Cóż, odpowiedzią na wszystkie te wątpliwości jest twarde, solidne nie. Ale to, że Twoja egzystencja stała się nagle wielką śmierdzącą kupą na płótnie życia, nie oznacza, że Twój dzieciak musi wyrosnąć na taką samą miernotę, jaką Ty już wkrótce się staniesz. Dlatego właśnie napisałem tę książkę – aby nauczyć Cię, jak być megamamą lub turbotatą.
Dzięki kolorowym ilustracjom, interaktywnym stronom, a nawet wskazówkom, jak zmienić zwykły wózek w brachowóz, Kodeks Bracholi dla Rodziców wyposaża Cię we wszystkie narzędzia niezbędne do wychowania dziecka tak, aby było prawie tak samo zajebiste jak ja. Prawie.

Książka została napisana przez Barneya Stinsona-największego podrywacza na całym świecie, któremu nie może się oprzeć żadna kobieta. Jest jednym z głównych bohaterów w serialu How I Met Your Mother, którego scenarzystą jest Matt Kuhn. Tych dwóch Panów nauczy nas w tej książce legen-waitforit-darnych piosenek, jak ulepszyć wózek dla dziecka, jak odczytać tajną wiadomość na pieluszce dziecka oraz jak przeżyć ten okropny czas, który zaczyna się od momentu gdy dowiadujemy się, że będziemy mieli dziecko.

Uwielbiam HIMYM i jeszcze bardziej Barneya. Od dłuższego czasu chciałam przeczytać tą książkę, ponieważ uwielbiam humor z serialu i byłam ciekawa czy książka też zachowa poziom. I.... zawiodłam się. Mocno.

Książka jest napisana bardzo lekkim językiem. Przekleństwa też możemy tutaj znaleźć. Kodeks Bracholi dla rodziców jest pełen, powiedzmy, dziwnych żartów. Rozumiem, że Barney jest podrywaczem i tylko dziewczyny i cycki mu w głowie, ale jego postać w serialu, choć jest czasem chamska, to jednak potrafi zachować jakiś poziom. A Barney z książki? Dno. W każdej linijce możemy znaleźć jakiś żałosny żart lub dziwną metaforę. Aż ma się ochotę odłożyć tą książkę i nigdy do niej nie wracać.

Jeśli jednak pominiemy sprawę języka to książka jest wynikiem ciekawego pomysłu. Listy, w których mamy ile zapłacimy za dziecko, pytania które mamy zadać niani, ilustracje. Wszystko byłoby zabawne, ciekawe i przyciągające uwagę. Niestety pewna, wiadoma już nam rzecz, to zepsuła...

Patrząc na stronę techniczną książki-jest podzielona na 4 działy:
-Jak zajść w ciążę?
-Jesteś w ciąży... co dalej?
-Wczesne dzieciństwo
-Brzdąclandia
W każdej części mamy kilkanaście spraw do omówienia. Każda sprawa zajmuję jedną do dwóch stron w naszym Kodeksie. Znajdziemy gdzieniegdzie nawet ankiety, które mamy sami wypełnić. Szablony zaproszeń, oświadczeń, zabawek.

Jeśli będziecie wychowywać dziecko według zasad z tej książki, na pewno nie będzie ono normalne. Będzie albo zajebiste albo dziwne. Zależy jak zinterpretujecie tą książkę ;)

Podsumowując, jestem rozczarowana tą książka. Moje uwielbienie co do bohatera o imieniu Barney osłabło i to mocno. Jeśli jesteście fanem HIMYM i sądzicie, że możecie zaryzykować relacje z serialem dla tej książki to przeczytajcie, ale jeśli czujecie, że przez nią możecie znielubić osobę Barneya a przez to serial, to nie bierzcie jej do ręki. Wybór pozostawiam wam :)

Ocena: 4/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Sine Qua Non. 

czwartek, 21 sierpnia 2014

#28 Jak upolować faceta. Po pierwsze dla pieniędzy

Tytuł: Jak upolować faceta. Po pierwsze dla pieniędzy.
Autorka: Janet Evanovich
Liczba stron: 352
Wydawnictwo: Fabryka Słów


Stephanie ma za sobą nieudane, szybko zakończone małżeństwo (powodem była zdrada). Traci pracę (handlowiec od bielizny), popada w coraz większe długi. Ostatnią nadzieją pozostaje kuzyn Vinnie, właściciel Vincent Obligacje Plum Bail. Niestety upatrzona przez Stephanie posada urzędnika w biurze poręczeń, okazuje się być zajętą. W zasięgu wciąż jednak pozostaje egzotyczna profesja łowcy nagród. Co prawda kuzyn Vinnie nieco protestuje, ale niewielki szantaż ze strony Stephanie zdesperowanej swoim finansowym położeniem, wreszcie otwiera drogę do ""upragnionej"" kariery. A przynajmniej tak się jej wydawało. Bo, jak powszechnie wiadomo, łowca nagród to profesja obliczona raczej na twardych i bezpardonowych osobników. zestawienie nowych obowiązków z posturą, charakterem i doświadczeniem Stephanie daje przekornemu losowi szerokie pole do popisu.

"Są tacy mężczyźni, którzy pojawiają się w życiu kobiety, by je dokumentnie spieprzyć na zawsze."

Stephanie Plum jest zabawną i sprytną dziewczyną, którą spotkało wiele złych rzeczy. Rozwód, zabrane auto, pełno długów. A wiśnią na torcie jest wylanie Stephanie z pracy. Jednak stał się cud. Szybko znalazła pracę i to nie byle jaką. Łowczyni nagród musi ścigać przestępców, a za wykonane zadanie dostaje sporą forsę. Zadanie komplikuje się kiedy przestępcą jest mężczyzna, który w dawnych czasach wykorzystał Stephanie na podłodze cukierni za ladą. 

Książka jest pełna zabawnych zwrotów. Stephanie, babcia Mazurowa, rodzice, znajomi. Każdy z nich ma swoje trzy grosze, które muszą dorzucić do sprawy nad którą zajmuje się Stephanie. Opowieść czyta się jednym tchem- nie ma czasu na przerwy. Akcja pruje do przodu, z chwili na chwilę jesteśmy coraz bliżej złapania naszego przestępcy. 

"Nic tak nie dodaje dziewczynie animuszu jak para kajdanek w torebce."

Książka jest pierwszą częścią serii o znanej łowczyni nagród. W dniu dzisiejszym mamy w Polsce już 13 części, a w USA aż 21 i dodatkowe 4 książki. Po pierwszej części czuje się duży niedosyt i ma się ochotę przeczytać już całą serię. Jedyna obawa jaką posiadam po tej książce to taka, że nie jestem pewna czy przez wszystkie 21 części pani Evanovich utrzyma poziom tej serii. Oby ta seria nie była robiona z części na część tylko dla pieniędzy.

W książce Stephanie poznaje wiele przestępców, z którymi powstają ciekawe wątki. Stephanie ma także mały problem-Łowca nagród musi być twardy, a ładna i delikatna Steph nigdy nie jest brana na serio. Każdy sądzi, że żartuje sobie. No chyba, że pokaże swój pistolet, wtedy już każdy jej wierzy we wszystkie jej słowa ;)

"Miałam alarm, miałam gaz paraliżujący, miałam jogurt. Czego mogłam chcieć więcej?"

Podsumowując, w książce nie brakuje humoru, ciekawych postaci i szybkiej akcji. Polecam ją wszystkim. A sama niedługo biorę się za drugą część :)

Ocena: 10/10

piątek, 8 sierpnia 2014

#27 The Walking Dead. Narodziny Gubernatora

Tytuł: The Walking Dead. Narodziny Gubernatora
Autorzy: Robert Kirkman i Jay Bonansinga
Liczba stron: 335
Wydawnictwo: Sine Qua Non

Postać Gubernatora budzi gorące dyskusje wśród fanów serii The Walking Dead. Zło zawsze przyciąga, a przecież ten pozbawiony skrupułów potwór w ludzkiej skórze został okrzyknięty mianem Złoczyńcy Roku.

Kim jednak był wcześniej? Co przyczyniło się do jego szaleństwa? W jakich okolicznościach narodził się Gubernator?

Nie dowiecie się tego z serialu.

Komiks również milczy na ten temat.

Tylko Narodziny Gubernatora sięgają samych korzeni. Wybierz się w podróż do przeszłości. Uważaj jednak, bo możesz z niej wrócić jako zupełnie inny człowiek. Zobacz, jak powstaje legenda. Bądź świadkiem narodzin Gubernatora.

Książkę zaczęłam nie wiedząc nawet kim jest Gubernator, ponieważ jestem dopiero na 5 odcinku pierwszego sezonu The Walking Dead. Pierwsze kilka kartek książki to opowieść jak TWD zaczęło od komiksu, a zakończyło się na serialu, książkach, grach komputerowych, planszowych, karcianych. Nie miałam nawet pojęcia, że są gry z TWD.

Historia opowiada o malutkiej, siedmioletniej Penny, jej ojcu Phillip'ie, jego bracie Brian'ie oraz o dwóch przyjaciołach ojca Penny. W piątkę próbują znaleźć w Ameryce miejsce gdzie będą mogli zostać na dłużej podczas epidemii, w której stada zombi chodzą po ulicach. Włóczą się od miasta do miasta spotykając żywych ludzi-dobrych i złych. 

Bracia Blake, czyli Phillip i Brian przeżyli w tej książce bardzo wiele. Zastanawiałam się nawet co ja bym poczyniła w ich sytuacjach i nie umiałam się nawet postawić na ich miejscu. Dla mnie to po prostu nie pojęte żeby zombi chodziły po ulicach. Ale kto wie co będzie za parę lat... :)

Książkę czytałam bardzo długo, bo chyba z pięć dni. Akcja nie jest zbyt porywająca, choć niektóre wydarzenia są bardzo ciekawe. Poznają kogoś, ktoś umiera, zamienia się w zombi. Na brak atrakcji nie ma co narzekać, ale sposób w jaki jest napisane to wszystko nie jest taki, że nie można się oderwać od książki.

W tej książce bardzo polubiłam April, która mieszka razem ze swoim ojcem oraz siostrą. Pewnego dnia piątka wędrowników ją spotyka, a ona ich przygarnia do siebie. Do pewnego czasu. W końcu coś pęka i .... chyba nie mogę wam tego zdradzić ;)

Końcówka książki była dla mnie tak szokująca, że czytałam ją z otwartymi ustami. Wszystko przez co przeszli bohaterowie tej książki musiało się w nich skumulować i w końcu wybuchnąć. A co z tego wyszło? Bardzo ciekawa sytuacja. Ciekawa, ale także mrożąca krew w żyłach. 

Jeśli jesteście fanami The Walking Dead lub lubicie klimat zombi to polecam wam zaczęcie tej serii, które ma 4 część. Ja osobiście niedługo mam w planach zaczęcie kolejnej części, więc wyczekujcie recenzji :)

Ocena: 8,5/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Sine Qua Non